|
|
wtorek, 12 lipca 2005
W połowie lipca ....
W połowie lipca niewiele się zmieniło. Może tylko tyle, że przestałam myśleć. Jestem zmęczona. W końcu zabrałam się za leczenie mojego niedomagającego organizmu, co przyprawia mnie o jeszcze większą "depresję", bo kto widział schorowaną kobietę w takim wieku ;) Nie no zapewne przesadzam... nie jest tak źle. Czasem mały zbłąkany uśmiech pojawia sie na ustach ... ale zauwazyłam, ze wciąż jestem przygnębiona. Nie potrafię odnaleźć radości w małych sprawach, nie potrafie cieszyć ... wciąż sie o coś obwiniam i wciąż komuś czegoś zazdroszczę ... i do tego ta DUPA - moja dupa stała się jakaś WIELKA ... tak nagle ... nigdy nie należała do najmniejeszych, ale teraz jest montrualnie wielka... a urlop za 2 tygodnie... będę musiała wywlec to wielkie dupsko na plażę... to mogą byc ostatnie wakacje w moim życiu ;)) Taaak.... chyba już mi podogniej sie zrobiło ... zatem wracam do pracy, której na marginesie równiez nie znoszę ... " CAŁA JESTEM NA NIE "
środa, 22 czerwca 2005
Myśli ...
Myśli oplatają mnie różne. Drążą mózg, wgryzając się w każdą komórkę. Tak dotkliwie bolą, wręcz fizycznie, ranią. Otwarte rany krwiawią. A ja już nie chce powtarzać dlaczego ... Nawet łzy już w oku wyschły. Usmiecham się - na przekór. Uśmiecham się - pomimo. Nie rozmawiam - mówię. Nie słucham - patrzę. Nie rozumiem - nie potrafię. Nie chcę rozmawiać. Odpowiadam machinalnie. Mur otacza mnie coraz grubszy. W gardle powieksza sie skumulowany płacz. Zamykam się w domu. Nie chce nikogo widzieć. Śpię. Boli mnie żołądek.
środa, 08 czerwca 2005
Bez polotu ...
Czy brak notki do czegoś zobowiązuje. Czy macie jakis wewnętrny przymus pisania? Kiedy wracacie do swoich blogów? Zauwazyłam, ze kiedy spada mi nastrój, gdzieś w pobliżu czai się chandra, pisanie poprawia mi nastrój. Emocje wyrzucone z siebie, mniej dokuczają, mniej bolą. To taka moja psychoterapia. Wypisz się, a będzie Ci lepiej. To taka moja rozmowa - moze nie z przyjacielem, chociaż... z przyjaciem, którego mam w sobie. To takie moje spojrzenie z boku.
wtorek, 07 czerwca 2005
Prezent
Dostałam dziś prezent urodzinowy. Wprawdzie, to za kilka dni, ale prezenty przyjmuję już ;) całuj mnie całuj i dotykaj pieść ciało i serce i myśl aż ... roztańczy się we mnie muzyka aż... nie przestanę w Tobie być zakochaj mnie w sobie do szaleństwa bądź blisko tak, że już bliżej nie można stań się moim oddechem ale w miłości bądź wolna zakwitnij w moim ogrodzie niczym róża podziwiam Twą delikatność zatracam dla Ciebie siebie zakochaj mnie w sobie bez pamięci niech zostaną najcudowniejsze z odczuć pozostań aby codzienność stała się świętem
Urodziny mogę mieć codziennie;)
wtorek, 31 maja 2005
Zmęczona, ale spokojna ....
Jestem zmęczona. Życiem. Tym, że wciąż ktoś bombarduje mnie swoimi problemami, myślami, słowami, decyzjami, zdaniami, refleksjami. Chciałabym zaszyć się gdzieś na chwilę i nie słyszeć i nie słuchać. Nie analizować, nie próbować pomagać, w wkręcać się w to co odtyczy innych. Chciałabym mieć taki guzik, który wyłącza odczuwanie i zaangażowanie, używać go w miarę potrzeby, choć na chwile... Ale mimo tego zgiełku i hałasu wokół mam w sobie spokój, nie szarpię się ponad miarę, pozwalam pewnym rzeczom płynąć bez swojego udziału, przygladam się im z boku... i chyba tak mi dobrze ... chyba staję sie mądrzejsza i bardziej świadoma ... i chyba wiem czego chce ...
środa, 25 maja 2005
bo to się zwykle tak zaczyna...
Od jakiegos czasu po łbie chodzą mi słowa tej właśnie piosenki. Wiosna, czas zakochanych, pary gruchające i czule patrzące sobie w oczy, dłonie splecione, czułe słówka. Pięknie... k(pip).. pięknie... A ja dalej w pojedynkę ;) nic to, horoskopy mówią, ze niedługo się zakocham... nie mam nic przeciwko, tylko tym razem poproszę ze wzajemnością;) Znalazłam w sieci P. Kiedyś dawno temu (jakieś 2 lata wstecz) poznalismy sie na pewnym portalu randkowym. Hmmm... zauroczył mnie, ja jego niby też. Różne perypetie mieliśmy po drodze. Kiedy już prawie całkiem o nim zapomniałam, a przynajmniej tak mi się wydawało... kiedy nawet jego zdjęcia zawisły w mojej sypialni, jako ekspozycja (spokojnie... ma bardzo fajne artystyczne zdjęcia;)) i mogłam na nie patrzeć bez emocji... znów pojawił się gdzieś niedaleko, na wyciągnięcie ręki. Tak zagaiłam go... odpisał ... Napisał sms-a, potem drugiego, trzeciego ... i znów cisza ... To typowe dla Niego. Już się przekonałam, że ja nie chce sztucznie reaktywować czegoś, co nie ma racji bytu. Choć nie powiem jego słowa mile połechtały moją próżność, ale i tak wiem, że taki właśnie miał zamiar. Jakie to dziwne z drugiej strony ... myślałam o tym jakby to było, jakbyśmy znów mieli kontakt... moje wyobrażenia były bardzie emocjonujące ... cóż, wyobraźnia płata nam figle, a życie to wszytsko weryfikuje. Cieszę się, że tak się stało. A dziś ... dziś mam nadzieję na 4 dni wypoczynku. Przede mną świadkowanie na ślubie mojej przyjaciółki. Szkoda tylko, że będę bez pary. Nawet Szef kuchni stwierdził, ze popsuję mu kompozycję ;) tak myślałam, co by może jakiegoś pana z agencji panów do towarzystwa wynająć, ładnego takiego, ale u mnie w mieście nie świadczą takich usług ;) Nic to dam radę... jak zwykle ;)
środa, 18 maja 2005
Prawdziwa cnota....
krytyk się nie boi... Mnie krytyka paraliżuje ... chyba ... nie jestem dziewicą ;)
poniedziałek, 16 maja 2005
czuję się....
brzydka, gruba, głupia, niepotrzebna, niekochana, niemożliwa, niecierpliwa, nieokrzesana, nietaktowna ... i w ogóle jestem na dziś na N - I- E i potrzebuje ciepła, czułości, zainteresowania ... i co ?? Proszę mnie pocieszyć i ciepła dać troche ... chociażby wirtualnego ...
wtorek, 10 maja 2005
Wróciłam...
Urlop się skończył. Wyjazd mogę podzielić na 3 etapy: - porażka; - dochodzę do siebie; - będzie dobrze (dziękuję Ci Agula za wsparcie) Mam już w sobie coś takiego, że jak tylko zaczynam intuicyjnie czuć, że coś pójdzie nie tak, zawsze tak jest, ze idzie nie tak ;) Moje obawy się sprawdziły. Może bardziej powinnam ufać swojej intuicji i jak tylko wyczuwam niepokoje, wycofywać się, żeby kolejny raz się nie rozczarować. Może powinnam nabrać dystansu i nie analizować każdej sytuacji i odbierać jej tak bardzo emocjonalnie i osobiście. Może... może ... może... same niewiadome. Potem pojechałam na wieś... odetchnęłam trochę, nabrałam dystansu, spojrzałam na tę sytuację oczami innej osoby. Powiedziała mi - daj sobie spokój, nie zadręczaj się, zapomnij. Tak zapomniałam... przestałam się zadręczać i odcięłam się, teraz mi lepiej. Pobyłam u Niej prawie tydzień smakując miasto, które uwielbiam. Wrocław zawsze nastraja mnie optymistycznie, wystarczy, że pójde na rynek i usta same rozdziawiają się w promiennym uśmiechu. W międzyczasie spotkałam się z M. Interesujący, niepokojący mężczyzna. Jakże inny od tych których spotykałam. Spokojny, poukładany, logiczny do bólu. Czasem milczący, niewiele mówi. Spacerowaliśmy, opowiadał mi o Wrocławiu. Potem było kolejne spotkanie. Jedliśmy lody i znów spacerowaliśmy. Jego wzrok budzi we mnie dreszcze. Odkrywa niespokojne pokłady kobiecości. Jest delikatny, pocałował mnie na pożeganie. Podobało mi się. Było świeże i bardzo zmysłowe. Nie wiem.... Boję się... że On spodoba mi się za bardzo... i zbyt szybko zniknie...Nie wiem jak mam postępować, by tak się nie stało. Znów same niewiadome ...
czwartek, 28 kwietnia 2005
A jednak ...
Tak, wszytstko potwierdzone. Wyjeżdzam na weekend majowy. Mam nadzieję się dobrze bawić. Wprawdzie Szef nie podpisał mojego wniosku urlopowego ( Co ?? Pani znów chce na urlop - 10 dni Pani nie będzie. 5 dni roboczych -tak na marginesie, ostatni urlop 2 dniowy miałam w Święta Bożego Narodzenia a i tak skreślił mi dwa dni co ich chciałam w sumie 4 ;), że niby tyle pracy było, a ja poukładane tematy mam, w końcu odpowiedzialna jestem) No wiec biorac pod uwagę, że urlopu nie mam... wyjeżdżam. Życzę udanego weekendu, a i Wy życzcie mi tego samego. Ps. mam małego stresa przed tym wyjazdem ;)
|